prof. Zbigniew Przerembski. Sam podatek płacony przez dudziarzy był wyższy niż roczna pensja dworskiej kucharki.

Warszawa (Mazowieckie)

 

Agata Mierzejewska | 2018

Obraz z nagłówka: Wiejskie wesele / Jan Steen / 1649 – 1655 / Museo Thyssen-Bornemisza

O dudach, najstarszym instrumencie o złożonej budowie, potępianym przez Reja i Potockiego, niemniej przedstawianym w historii sztuki zarówno w rękach diabłów jak i aniołów, o wędrujących po Europie dudziarzach płacących wysokie podatki, muzyce na kilkudniowych weselach i wielkopolskich kozłach grających na Zamku w Warszawie, rozmawiamy z profesorem Zbigniewem J. Przerembskiem, etnomuzykologiem, wielkim znawcą dud, autorem (między innymi) monografii: Dudy. Instrument mało znany polskim ludoznawcom (Instytut Sztuki PAN, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Warszawa 2007) oraz Dudy. Dzieje instrumentu w kulturze staropolskiej (Instytut Sztuki PAN, Warszawa 2006).

Zabawa w karczmie / Jan Steen / 1670 / Victoria and Albert Museum to English Heritage

Agata Mierzejewska: Pracę magisterską napisał Profesor o preferencjach muzycznych górali podhalańskich. Wcale nie o dudach.

Zbigniew J. Przerembski: Na Podhalu dudy nie były wówczas zbyt popularne. Od dwudziestolecia międzywojennego nie budziły najlepszych skojarzeń. Grali na nich wówczas muzycy wędrowni w taki sposób, w jaki dziś grają na ulicach ruchliwych miast studenci akademii muzycznych – z czapką położoną na ziemi, licząc na datki przechodniów. Ten sposób muzykowania nie budził szacunku górali. Dudziarze nie mieli możliwości grania w kapelach z różnych względów, także dlatego, że dudy podhalańskie są 4-głosowe, i trudno je dostroić do skrzypiec czy basów. Niemniej w sąsiednich regionach, na przykład w Beskidzie Żywieckim, dudziarze w kapelach grali. Na Podhalu grali w kapelach jeszcze w czasach Kolberga, potem jednak zostali wyparci przez skrzypków i basistę. Było ich coraz mniej, zaczęli prowadzić wędrowny i zarobkowy tryb życia, co było źle postrzegane przez górali, jako rodzaj żebrania. W pierwszych latach po II wojnie, kiedy zaczęły powstawać na Podhalu folklorystyczne zespoły pieśni i tańca, ich kierownicy chcieli wznowić także dudy, tymczasem nie było chętnych. Uważano, że dudy to instrument dziadowski, i żaden honorny muzykant góralski nie będzie na nich grać. Teraz oczywiście sytuacja się zmieniła, niemniej tak było w dwudziestoleciu międzywojennym i pierwszych latach po II wojnie. Stąd moje spostrzeżenie, że dudy na Podhalu nie miały takiej roli jak w regionach beskidzkich, nie mówiąc już o Wielkopolsce, czy jeszcze dawniej Małopolsce. Odbywałem wtenczas wywiady z muzykami zainteresowanymi dudami, którzy z braku wytwórców, metodą prób i błędów musieli się sami nauczyć je robić i na nich grać.

kapela z Beskidu Śląskiego
1927 / Narodowe Archiwum Cyfrowe
kapela z Jeleśni
1930 / Narodowe Archiwum Cyfrowe

Badania terenowe, prowadzone głównie na Podhalu, na Żywiecczyźnie, w Beskidzie Śląskim, a przede wszystkim w Wielkopolsce, uświadomiły mi jak dużą rolę odgrywały dudy w polskiej kulturze – tymczasem nie były wystarczająco zbadane, zwłaszcza od strony historycznej. Pierwsze monografie tego instrumentu powstawały w latach trzydziestych XX wieku, na przykład praca Jadwigi Sobieskiej, jednej z prekursorek naszej etnomuzykologii, czy Stefana Mariana Stoińskiego, profesjonalnego skrzypka, dyrygenta i kompozytora, który mając tylko jedno płuco wędrował w latach 30. po Beskidzie Śląskim, badając folklor i instrumenty górali żywieckich, z kolei Adolf Chybiński, nasz główny historyk muzyki i jednocześnie etnomuzykolog, bardzo otwarty na źródła historyczne odnoszące się do muzyki ludowej, zajmował się w dwudziestoleciu miedzywojennym przede wszystkim instrumentami Podhala, po II wojnie światowej zaś Czesław Pilecki napisał artykuł o gajdach śląskich. Z innych regionów istniały tylko wzmianki dotyczące aktualnej praktyki. Były zatem monografie dud z różnych regionów Polski, ale wszystkie opierały na badaniach prowadzonych najwcześniej w dwudziestoleciu międzywojennym. Tymczasem ważną rolę dud datować można w Polsce już od średnowiecza – stąd moje zainteresowanie tym, co było wcześniej. Chciałem dowiedzieć się jakie funkcje pełnił ten instrument, jaką rolę odgrywał w minionych wiekach, gdy jego znaczenie było znacznie większe. Kiedyś bowiem obejmował swym zasięgiem cały kraj i był głównym instrumentem tradycyjnej praktyki muzycznej, natomiast wówczas, kiedy przeprowadzono badania, dudy ograniczały się już tylko do nielicznych regionów i grały na ogół ze skrzypcami w dwuosobowych kapelach w Beskidzie Śląskim, Żywieckim, oraz w Wielkopolsce.

Uczta w gospodzie / Jan Steen / 1674 / Luwr, Paryż

Jak w albumie Elizy Radziwiłłówny

U Radziwiłłówny też. Czyli w I ćwierci XIX wieku ta kapela już funkcjonowała.

Najwcześniejszym zachowanym polskim przedstawieniem ikonograficznym jest grająca na dudach św. Małgorzata

W Kościele Świętego Jakuba w Mieronicach Wodzisławskich. Polichromia z 1360 roku.

Czyli kobiety też grały na dudach?

To była święta. Święta mogła!

Holenderski malarz Jan Steen przedstawia w II połowie XVII wieku kobietę grającą na dudach w karczmie. Nie wygląda na świętą.

To mi się wydaje, że na zasadzie wyjątku. U nas, jeszcze w czasach powojennych, kiedy nasi mistrzowie sztuki dudziarskiej zaczęli mieć uczniów płci żeńskiej, to budziło duży opór. W ogóle muzykant nie mógł być kobietą.

Dlaczego?

Z różnych względów. Taka była przede wszystkim tradycja kulturowa. Wynikało to też z praktyki – na zabawach panowała bardzo swobodna atmosfera. Dużo się piło, było wielu pijanych mężczyzn. Chyba żaden ojciec by się nie zgodził, aby jego córka, grając na weselach, narażała się na zaczepki rozochoconych mężczyzn. Nieliczne kobiety grające na weselach po II wojnie światowej, akurat nie na dudach, ale na przykład na harmonii, opowiadały, że zawsze musiał im twarzyszyć albo ojciec albo brat. Gdyby były same, w ogóle by się nie opędziły od zaczepek.

Teraz sytuacja się zmieniła?

Teraz jest odwrotnie. W Wielkopolsce, jak ostatnio obliczałem, na 10 adeptów sztuki dudziarskiej, 8  to dziewczyny. To jest też zagadka, dlaczego akurat dziewczyny zainteresowały się tym instrumentem. Czy dlatego, że tyle wieków nie grały, czy dlatego, że zmieniły się sytuacje  wykonawcze. Dudy są instrumentem bardzo trudnym i wymagającym siły fizycznej. Niemniej teraz dziewczyny grają 10 minut na konkursie, czy na przeglądzie muzycznym, nie grają przecież na zabawach, ani na weselach, w związku z czym są w stanie fizycznie podołać temu wysiłkowi. Gdyby przyszło im grać 3, 4 lub 7 dni na weselu, chyba nie dałyby rady. I to też była przyczyna, może nawet główna, że kobiety nie bywały muzykantami – biologiczna, związana z wytrzymałością fizyczną.

Profesor potrafi grać na dudach?

Potrafię pokazać studentom, jak brzmią wszystkie ich rodzaje.

Które są najtrudniejsze?

Podhalańskie, bo 4-głosowe i jeszcze nadymane ustami. Tu jest najtrudniej utrzymać ciśnienie, strój, właściwe brzmienie. Wymagają zdecydowanie najwięcej doświadczenia i wprawy.

Kiedy właściwie dudy powstały?

Dudy są najstarszym instrumentem o złożonej budowie, liczą co najmniej 2 tysiące lat. Nie ma takiego drugiego na świecie. Nie mówię oczywiście o prostych piszczałkach znajdowanych przez archeologów w wykopaliskach. Na dudach grał słynny cesarz Neron, podobno „i publicznie i z upodobaniem”, grano na nich w legionach rzymskich, pełniły zatem jakąś funkcje w muzyce wojskowej. Nie ma tylko pewności czy pochodzą z Bliskiego czy Dalekiego Wschodu, to nie jest jeszcze ostatecznie wyjaśnione. W każdym razie pochodzą ze starożytności, być może były znane w starożytnej Grecji. Wspomina o nich Biblia, Stary Testament.

Przedstawienia ikonograficzne ukazują grające na dudach zarówno diabły jak i anioły. To bardzo niejednoznaczne symbolicznie.

Dudy miały bardzo ambiwalentną symbolikę. Mogły być w rękach diabłów i w rękach aniołów. Trudno mówić jednoznacznie jaka jest ich symbolika, wszystko zależało od kontekstu. Na dudach grali na przykład aniołowie w tak zwanych orkiestrach anielskich, zwłaszcza na Śląsku, na przykład w stallach kościoła Opactwa Cystersów w Lubiążu. Natomiast na dudach może też grać diabeł przygrywający kręgowi taneczników w tak zwanym Tańcu Śmierci, w którym tańczą przedstawiciele wszystkich stanów.

Schoen Erhard / Diabeł z dudami
1535 / Herzogliches Museum
Santa Maria sopra Minerva / Filippino Lippi / 1493 / Rzym

Czy ta niejednoznaczność była związana z ich rozpowszechnieniem wśród różnych warstw społecznych?

Tak myślę. Ich symbolika nigdy nie jest jednoznaczna, trzeba zawsze obserwować kontekst. To jest albo muzyka diabelska, albo ziemska albo niebiańska. Do tego dochodzą jeszcze kulturowe  przyzwyczajenia – na przykład Mikołaj Rej bardzo krytykował dudy, dlatego, że lubował się w pieknej muzyce lutniowej, pomiernej, natomiast nie darzył zbytnią atencją muzyki tanecznej, zmysłowej. Na dudach grało się do tańca, Rej – jako protestant – preferował muzykę wokalną, ludzką, która była godna chwalić Pana. Muzycy grający w XVII-wiecznej Polsce w kościołach, jak się przypuszcza między innymi na podstawie polemik innowierców, mogli to być ci sami ludzie, którzy grali wieczorami w karczmie. W związku z tym mieli określone nawyki wykonawcze, styl, który powodował, jak to dosłownie opisywano, że zamiast skupić się na modlitwie niejeden i niejedna spojrzą ku sobie, zapragną przybliżyć się do siebie, zapragną zatańczyć, bo takie emocje wyzwalała muzyka taneczna – no to gdzie to w kościele. Rej krytykował zmysłowość muzyki, a dudy były powszechnym instrumentem tradycyjnej praktyki karczemnej. Grały do tańca, a jak przez wiele wieków myślano, w środku koła tanecznego stoi diabeł. Była to zatem muzyka niestosowna do wykorzystywania w kulcie religijnym. Dlatego pisarze staropolscy, jak Rej, ale też i Wacław Potocki, bardzo często krytykowali muzykę dudową, zmysłową, która wyzwalała rządze cielesne, czyli samo zło.

Jaki był repertuar dudowy?

Zasadą naszej muzyki ludowej jest to, że gra się to, co się śpiewa. Czyli muzykanci mają w swoim repertuarze instrumentalne wersje melodii pieśniowych. No i melodie taneczne, na ogół pochodzenia niemieckiego, na przykład lendlery, ale tych jest niedużo.

Ale pieśni religijne nie.

Religijne raczej nie, przede wszystkim pieśni taneczne. Główną funkcją naszych muzykantów było granie do tańca. Grali więc najczęściej melodie przyśpiewek, czyli krótkich form, wykonywanych przez mężczyznę, który stawał przed kapelą i śpiewał, aby poinformować kapelę jaką melodię mają zagrać, jaką chce zatańczyć. Śpiewał na ogół pierwszą zwrotkę jedno- lub dwuzwrotkowej przyśpiewki, następnie kapela podejmował melodię i grała do tańca, oczywiście już na sposób instrumentalny, czyli modyfikując melodię, grając jej warianty, wzbogacając ornamentalnie, figuracyjnie, to znaczy – według określenia muzyków ludowych – „ogrywając” melodię.

Co jest takiego wyjątkowego w dudach?

Dudy mogą zastąpić całą kapelę, ze względu na to, że jest to instrument wielogłosowy. Występują u nas dudy czterogłosowe, czyli koza z Podhala, ale istnieją jeszcze więcej głosowe, na przykład na Białorusi dudy mogły mieć większą liczbę piszczałek, i to już w czasach historycznych. Dudy wielogłosowe występują też we Włoszech, we Francji, no i oczywiście – te najbardziej znane – w Szkocji. To bardzo praktyczne – w przypadku potrzeby zaproszenia muzyków na wesele, osoby o skromniejszym budżecie nie musiały zapraszać całej kapeli, wystarczył jeden muzyk. Poza tym dudziarze byli zawsze profesjonalnymi instrumentalistami, również u nas. Już od końca XVI wieku płacili podatki, bo dobrze zarabiali. Byli często muzykantami wędrownymi, wędrowali przez Europę, żyli z muzyki, stąd też mieli różnorodny repertuar, grali to, czego sobie życzyli tanecznicy na zabawach, a to była przecież istota powodzenia muzykanta – żeby mógł w każdej chwili, wręcz natychmiast zagrać to, co mu zaśpiewają.

Peasants Merry-making / David Teniers (młodszy) / 1650 / Museum Prado

Jeden dudziarz mógł obsłużyć całe wesele?

Mógł. Nawet jeden skrzypek mógł. Na biedniejszych weselach, niezamożni gospodarze zapraszali tylko skrzypka. Skrzypkowie czasami zabierali ze sobą tak zwane statki, czyli instrumenty akompaniujące, na przykład jednomembranowy bębenek obręczowy albo basy. Skrzypek prosił wówczas mających co lepsze poczucie rytmu weselników, aby bębnili na bębenku, czy grali na basach. Przed I wojną światową, w XIX wieku, w czasach Kolberga, to było proste, na basach grano na pustych, nieskracanych strunach właściwie tylko rytm, bębnienie było z kolei jeszcze prostsze, dlatego można było prosić weselników na współkapelantów. Skrzypek grał cały czas, oni na zmianę. Tak było taniej.

Ile trwało wesele?

Mogło trwać kilkanaście godzin, ale i trzy dni, do tygodnia.

I jeden dudziarz grał przez cały tydzień?

Raczej nie. Tutaj mówimy o weselach biedniejszych ludzi, których nie stać było na zorganizowanie długiego wesela, które wiązało się z większym zaopatrzeniem gastronomicznym i opłaceniem muzyków. Dudziarze byli dobrze zaprawieni bo to byli zawodowi muzycy. Inni muzycy nie zawsze byli zawodowi, często ich głównym źródłem utrzymania było rolnictwo, a grali tylko z potrzeby serca, czy konieczności dorobienia sobie na wiejskich zabawach. Natomiast dudziarze, co najmniej od XVI wieku, jeśli nie od średniowiecza, z tego właśnie żyli. W związku z tym mieli nie tylko rozległy repertuar, ale i dobrą sprawność fizyczną. Byli w stanie utrzymywać aktywność cały czas, z przerwami oczywiście. Wiemy z wywiadów terenowych, że mogli grać nawet po kilka godzin.

Taniec weselny / Pieter Bruegel (starszy) / 1566 / Detroit Institute of Arts

Dudziarz grający na weselu jest faktycznie częstym motywem ikonograficznym, pojawiający się w całej Europie.

To był nie tylko instrument o szerszych możliwościach muzycznych, mogący zastąpić całą kapelę, ale dudziarze byli głównymi przedstawicielami tak zwanej tradycyjnej praktyki muzycznej w całej Europie, również w naszym kraju. Tradycyjna praktyka muzyczna to taka, która jest przekazywana w drodze bezpośrednich kontaktów międzypokoleniowych, czyli mistrz – uczeń, bez pośrednictwa zapisów nutowych. Zapisy nutowe zmieniają bowiem charakter muzyki, ale to już jest zupełnie inna kwestia. W muzyce tradycyjnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie, głównym instrumentem były dudy.

W Polsce czy w Europie?

Przede wszystkim w Polsce. Mamy takie informacje dzięki opodatkowaniu dudziarzy pod koniec XVI wieku na mocy ustaw sejmowych. Poborcy podatkowi, nałożywszy na muzyków kontrybucję, ruszyli w teren i zapisywali gdzie, kogo i na jaką sumę opodatkowali. Wiemy nawet czasami jak dudziarz się nazywał, lub co najmniej jak miał na imię. Te spisy poboru podatków zachowały się na ogół do XIX wieku, kiedy to historycy się nimi zainteresowali i zaczęli je wydawać. Źródła, które nie zachowały się do dzisiaj, przetrwały w formie historycznych wydawnictw. Stąd wiemy, że w tamtych czasach, czyli od II połowy XVI wieku, przez cały wiek XVII, XVIII, prawie do końca Rzeczypospolitej, kiedy te podatki były ściągane administracyjnie, jeśli chodzi o muzyków tradycyjnych, w spisach figurują głównie dudziarze. Pochodzili z różnych miejscowości, głównie z Małopolski, bo w tych czasach Małopolska była podstawowym miejscem praktyki dudziarskiej, nie Wielkopolska tak jak dzisiaj. W Wielkopolsce było mniej opodatkowanych dudziarzy. Bardzo rzadko pojawiają się tam natomiast skrzypkowie, jeszcze rzadziej piszczkowie. Inni muzykanci, mimo że też podlegali obowiązkowi podatkowemu, pojawiają się sporadycznie. Późniejsza ustawa, z 1673 roku, mówiła, że opodatkowaniu, cytuję z pamięci, podlegają „skrzypkowie, cymbalistowie, dudowie i insza wiejska muzyka”. Skoro byli ujęci w tej uchwale sejmowej, to nie mogli się wywinąć. Również z innych dokumentów źródłowych wynika, że głównym instrumentem tradycyjnej praktyki w Polsce byli dudziarze, a jednym z głównych, także w Europie, zwłaszcza Zachodniej, typowy duet dudziarski to dudy i szałamaja, czy czasami jakiś bęben, czego jednak w Polsce nie praktykowano – dudom w Polsce nie towarzyszyła muzyka na bębnach. Z tego powodu także rozwinęło się duże zainteresowanie dudami w ikonografii zachodnioeuropejskiej, zwłaszcza flamandzkiej, w malarstwie, grafice – przedstawiano zwykle dudziarzy siedzących gdzieś na beczce, a obok szałamaistów. Można więc powiedzieć, że także w Europie był to główny instrument praktyki muzycznej.

Gaspard de Gueidan / Hyacinthe Rigaud
1738 /Musée Granet

Kozły, które spotykamy dziś jeszcze w wielkopolskiej muzyce tradycyjnej grały wówczas na zamku?

Tak, dudziarze grali na zamku. Ale wróćmy jeszcze do poprzedniego wątku. Kiedy powszechne zubożenie spowodowało, że dudziarze nie znajdowali pracy, przenosili sie na Zachód i znajdowali zatrudnienie w orkiestrach dworskich, były to oczywiście orkiestry specjalnego rodzaju, przeznaczone do zabaw, do karnawałowych parad. W pałacach arystokratycznych czy książęcych były bowiem orkiestry różnego rodzaju, kapele przeznaczone do różnych celów. Nasi dudziarze znajdowali zatrudnienie w kapelach przeznaczonych do zabaw dworskich, do karnawałowych pochodów, uczt. Kiedy panowie ucztowali wtenczas przygrywały im polskie kapele.

Skoro były takie modne czy żaden kompozytor nie pokusił się o koncert na dudy z orkiestrą?

Były oczywiście takiego rodzaju próby i to różnych kompozytorów, nawet bardziej znanych, ale przede wszystkim tych mniej znanych, na przykład Johann Heinrich Schmelzer skomponował utwór „Polnische Sackpfeifen” w 1680 roku. Moda ta docierała nawet do Niderlandów, gdzie w 1700 roku w Amsterdamie ukazał sie zbiór chłopskich pieśni i kontredansów, w którym znajdziemy utwór „Poolsche Duttel Sack” (polskie dudy). Leopold Mozart, ojciec Wolfganga, skomponował divertimento „Bauern hochzeit” (chłopskie wesele), w którego obsadzie znalazł się instrument określony jako Dudelsack oder Polnischer Bock.

Z którego wieku pochodzi większość tego typu kompozycji na dudy?

Są to utwory głównie XVII-wieczne, wtenczas bowiem przypadało apogeum popularności polskich dud na Zachodzie: od ostatnich dekad XVI wieku mniej więcej do połowy, gdzieniegdzie, w Niemczech zwłaszcza, do końca XVIII wieku. Ważne jest to, że polskie dudy częściowo wyparły z praktyki niemieckie, były uważane za lepsze pod wzgledem muzycznym, bardziej atrakcyjne pod wzgledem wizualnym. Działo się to oczywiście etapami – najpierw różne elementy, jak piszczałki, były wzorowane na piszczałkach polskich dud, potem zaś całe instrumenty były kopiowane czy naśladowane przez niemieckich wytwórców, w końcu samą nazwę instrumentu Niemcy zmienili z Sackpfeife na Dudelsack, czy Polnischer Bock, czyli po prostu na polskiego kozła. W samym nazewnictwie widać więc wpływ polskich dud i polskich muzyków zatudnianych na niemieckich dworach, ale też w niemieckich miastach, jak na przykład w Lipsku.

Czy nazwisko Duda oznaczało muzyka grającego na dudach?

Mogło tak być, chociaż to jest nazwisko dosyć popularne w Polsce. Duda, to był po prostu muzyk grający na dudach, ale często na praktykę dudziarską wskazują też nazwy miejscowości, jak na przykład na Kurpiach Dudy Puszczańskie. Jak przypuszczają językoznawcy, żyli tam muzycy grający na dudach, lub stamtąd się wywodzili. Dudy, duda, to wszystko jest związane z muzykami grającymi na dudach, ale też z samym instrumentem, choć to tylko jedno ze znaczeń, no bo dudy, zwłaszacza dudki, oznaczały też płuca. Chodziło o czynność dmuchania, nadmuchiwania worka powietrza w instrumencie, napełniania płuc, stąd podobne nazwy.

Co się stało w Polsce po emigracji znacznej liczby dudziarzy na Zachód?

Kultura, podobnie jak natura, nie znosi poróżni. Ktoś musiał zająć to miejsce pozostawione przez aktywnych w muzyce tradycyjnej dudziarzy. Zajęli to miejsce skrzypkowie, którzy wcześniej byli bardzo nieliczni. Byli znacznie tańsi, w związku z tym nawet zubożali ludzie mogli ich wynajmować na różne okazje. Stopniowo liczba dudziarzy zaczęła się zmniejszać, a liczba skrzypków zwiększać. Doszło do tego, co mamy już od XIX wieku, zwłaszcza zaś od jego II połowy do dzisiaj: nie ma w Polsce regionu, gdzie nie byłoby skrzypka w kapeli. Natomiast dudy występują już tylko w niektórych regionach, głównie w Wielkopolsce, gdzie jest najwięcej, bo aż 12 rodzajów i odmian spośród 15, jakie dzisiaj w Polsce funkcjonują; natomiast 3 pozostałe odmiany są w regionach karpackich, czyli w Beskidzie Śląskim, w Beskidzie Żywieckim i na Podhalu.

[Dudziarz] /  Jean-Pierre Norblin de la Gourdaine
1784 / Biblioteka Narodowa, Warszawa
[Dudziarz]  / Kajetan Wincenty Kielisiński
6 kwietnia 1841
w: Album K.W. Kilisińskiego / Poznań 1853
Biblioteka Narodowa / Warszawa

Jaki był przekrój społeczny muzyków grających na dudach?

Grali na nich muzycy z różnych klas społecznych, muzycy wiejscy, miejscy, a także zawodowi muzycy dworscy. Stało się to wtenczas, gdy Polskę, mniej więcej w II połowie XVII wieku zaczęły  nawiedzać różne kataklizmy, mam tu na myśli powstanie kozackie na Ukrainie pod wodzą Bohdana Chmielnickiego, Potop szwedzki, epidemie chorób, przemarsze nieopłaconych wojsk, które dokonywały rabunków. Efektem tych kataklizmów było znaczne wyludnienie i zubożenie naszej ludności, naszego kraju, zwłaszcza miast. Ludzi nie było już stać na tak drogich muzyków jakimi byli dudziarze, którzy samego podatku płacili rocznie 24 srebrne grosze. Sam ten podatek był wyższy niż roczna pensja dworskiej kucharki, a jak wiadomo kucharze do dzisiaj należą do dosyć dobrze opłacanych. Ludzi przestało być stać na wynajmowanie dudziarzy na takie okoliczności jak zabawy czy wesela. W związku z tym polscy dudziarze, nie mając pracy, wędrowali na Zachód, gdzie znajdowali zatrudnienie na książęcych dworach niemieckich, w kapelach dworskich. Głównie dlatego, że był to instrument niezwykle atrakcyjny. Niemcy też mieli swoje dudy, ale polskie były bardziej atrakcyjne od niemieckich, zwłaszcza wizualnie. Na przykład kozły, piękne duże instrumenty zrobione z całej koziej skóry, z białą sierścią, z kopytkami, z ogonem, wtenczas jeszcze z naturalną głową z różkami – dzisiaj głowy są robione z drewna, ale wtenczas były naturalne. Takie instrumenty budziły podziw także dlatego, że w dziejach Europy kilkakrotnie pojawiała się moda na rustykalne, pastoralne nastroje. Zwłaszcza w wyższych sferach bawiono się w wieśniaków, w pasterzy, budowano sztuczne wioski. Najbardziej znana jest Petit Trianon Marii Antoniny, gdzie były domki, chatki, szałasy pasterskie i gdzie wytworne towarzystwo dworskie bawiło się w strojach wieśniaczych czy pasterskich, wykonanych oczywiście z lepszych materiałów. Do takich zabaw świetnie nadawały się polskie dudy, które były zrobione z całego kozła, miały futerko. Z Europy Zachodniej, z Francji przez Niemcy dotarła do Polski moda na takie zabawy już w zasadzie za Zygmunta III Wazy. Organizowano je między innymi na dworze w Warszawie. Uczestnicy tych zabaw przebierali się za wieśniaków, chociaż początkowo szwedzkich, bo dynasta Wazów była pochodzenia szwedzkiego, potem już także polskich. Początkowo bawiono się w zamkowych i pałacowych salach, później już pod gołym niebem, w parkach i przyzamkowych ogrodach.

The Italian Dancing Dogmaster
Edward Bird / 1790 – 1819
Jędrzej Pietraszek / Kobziarz z Zawoja (pod Babią górą) w Karpatach (w przedsionku Gdańskiej Piwnicy w Warszawie, w: Kram malowniczy warszawski czyli Obrazy miejscowe z ubiegłych czasów: obejmujące typy ludowe warszawskie i postronne niemniej charakterystyka miejscowa w ogólności
Jan Feliks Piwarski / 1859 / Biblioteka Narodowa w Warszawie
Kermesse with bagpiper and dancers / Theobald Michau / 1676

Czy dudziarze występowali kiedyś w każdym regionie Polski?

Tak, we wszystkich regionach. Ze wszystkich głównych dzielnic Polski zachowały się wzmianki o dudach z XVI-XVII wieku, czyli czasów nowożytnych, choć gdzieniegdzie jeszcze z czasów średniowiecznych.

Wszędzie działali czy wędrowali z jednego regionu po całym kraju?

Zawodowi dudziarze, którzy nie mieli innego źródła zarobkowania, przemieszczali się w poszukiwaniu pracy, pokonywali niejednokrotnie duże odległości. Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym Wielkopolscy dudziarze grali w kurortach nadmorskich, dudziarze z Beskidu grali zaś na ulicach Warszawy, docierali także do Lwowa.

Jakie w Wielkopolsce mamy dzisiaj dudy?

Kozły – dwa rodzaje, czarny i biały, czyli weselny i ślubny, siesieńki i dudy wielkopolskie, których dawniej też było kilka rodzajów, bo różniły się szczegółami budowy i strojem, zmieniającym się w granicach seksty małej. Przemieszczając się z południowo-wschodnich subregionów Wielkopolski na północny-zachód, obniża się strój i zwiększają wymiary instrumentu.

Dlaczego?

Taka praktyka, to trudno wytłumaczyć, takie instrumenty się ustabilizowały. Ten stan rzeczy wykazały badania Jadwigi Sobieskiej, która w latach 30. XX wieku prowadziła w Wielkopolsce badania terenowe. Po przekątnej, ku Regionowi Kozła, zwiększają się rozmiary i obniża się strój.

Który z zachowanych rodzajów dud jest najstarszy?

Na podstawie przedstawień ikonograficznych trudno powiedzieć. Z najstarszych źródeł pochodzących z XVI – XVII wieku trudno jest określić cechy muzyczne tych instrumentów.

Jakie dudy się w Polsce nie zachowały?

Można przypuszczać, że były w Polsce rozpowszechnione dudy 3-głosowe. Do naszych czasów zachowały się dudy głównie 2-głosowe, posiadające dwie piszczałki – jedną melodyczną, drugą burdonową, i siesieńki, o jednej tylko piszczałce, melodycznej. Poza tym mamy jeszcze dudy podhalańskie, 4-głosowe, ale innego typu, bo 3 piszczałki wydrążone są w jednym kawałku drewna, piszczałki dud podhalańskich są więc de facto dwie, ale jedna z nich potrójna. Natomiast ikonografia wskazuje, że były w Polsce używane instrumenty trzygłosowe, czyli instrumenty mające jedną piszczczałkę melodyczną i dwie piszczałki burdonowe, oddzielne, podobnie jak w innych krajach Europy. Mamy je na przedstawieniach ikonograficznych, ale nie mamy całkowitej pewności, czy grają na nich polscy muzycy, zwłaszcza, że są to źródła z kręgów dworskich. W kapelach dworskich grywali bowiem importowani muzycy, na przykład z Niemiec lub z Włoch, bo tacy także wędrowali przez nasz kraj. Canaletto przedstawił na przykład włoską kapelę z dudziarzem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Canaletto / Krakowskie Przedmieście w Warszawie od strony Nowego Światu

Co oni mogli grać?

Włoski repertuar dudowy, wątpię, że polski. To był i do tej pory jest instrument ludowej praktyki muzycznej, byli to więc wędrowni dudziarze, którzy też często chodzi z tresowanymi zwierzętami. Za czasów saskiej dynastii Wettinów, mającej swoje tradycje w Dreźnie, korzystano też zapewne z muzyków saksońskich, a nawet muzyków serbołużyckich, z okolic Budziszyna, gdzie do dzisiaj gra się na kozłach niezwykle podobnych do naszych zachoniowielkopolskich. Tradycja ta była reaktywowana po II wojnie światowej, prawdopodobnie pod wpływem naszych koźlarzy ze Zbąszynia i okolic, gdzie od ponad 50 lat działa szkoła muzyczna mająca klasę instrumentów  ludowych. Nasi nauczyciele jeździli na Łużyce, właśnie do Budziszyna i w okolice, żeby wznowić, pomagać, uczyć po prostu tamtejszą młodzież, aby tradycja nie wygasła. W czasach saskich była to jednak tradycja bardzo żywa. Sasi na swoim dworze drezdeńskim organizowali zabawy właśnie z udziałem dudziarzy, zachowały się zresztą spisy tych muzyków.

Zmieniając temat: co ma na myśli Szekspir pisząc w „Kupcu Weneckim”: „Są ludzie, którzy nie jadają prosiąt! / Inni wpadają w szał na widok kota! / A jeszcze inni, kiedy zagra kobza [dudy], / Wstrzymać nie mogą uryny […] / nie ma rozsądnej przyczyny, / Dlaczego człowiek brzydzi się prosięciem / Lub kotem, który szkody mu nie czyni, / lub obszywaną wełną kobzą [dudami]” ?

Być może Szekspir ma na myśli siesieńki, to by się najbardziej kojarzyło, ponieważ mają zbiornik powietrza wykonany ze zwierzęcego pęcherza. Co prawda siesieńki jako Platterspiel były znane w Europie Zachodniej już od średniowiecza, więc może po prostu to jest sprawa tłumaczenia [pipe]. Mógł Szekspir mieć na myśli siesieńki, Platterspiel czy Bladder pipe, chyba tego rodzaju skojarzenia są najbardziej prawdopodobne. Siesieńki to też są dudy oczywiście, ale z dudami więszymi („obszywanymi wełną”), mającymi więcej piszczałek, to mi się zupełnie nie kojarzy. Może Szekspir widział ten instrument w praktyce. Polskie tłumaczenia instrumentologiczne, zwłaszcza w literaturze polskiej – kobza, wymagają korekt mówiąc krótko. Siesieńki w całej Europie Zachodniej występowały  w średniowieczu, do naszych czasów przetrwały u nas, co nas najbardziej cieszy, ale też w Skandynawii. W Europie północnej były znane także pod innymi nazwami, znano je w Azji Mniejszej i Afryce Północnej, to nie jest instrument tylko z naszego kręgu kulturowego.

Jakie są obecnie dudowe perspektywy?

W ostatnich latach, w ostatnich dekadach, obserwujemy duże zainteresowanie dudami. Zarówno w całej Europie jak i w naszym kraju ma miejsce zainteresowanie młodzieży a nawet dzieci tym instrumentem. Przoduje pod tym względem Wielkopolska, gdzie nauka na instrumentach dudowych prowadzona jest przede wszystkim w klasie instrumentów ludowych w szkole muzycznej w Zbąszyniu, ale także w liczych ośrodkach kultury regionu, z Poznaniem na czele. W mniejszym już stopniu działalność edukacyjna w tym zakresie podejmowana jest także w regionach górskich, jak Beskid Śląski, Beskid Żywiecki i Podhale, zarówno w instytucjach kultury i oświaty, jak też w nauczeniu prywatnym, tradycyjną metodą mistrz – uczeń. Pozwala to mieć nadzieję, że trudna sztuka dudziarska nie zaginie, a nawet będzie się rozwijać.

Wywiad przeprowadziła Agata Mierzejewska.

Pochodzi z bloga: www.blog.instrumenty.edu.pl i został udostępniony na stronie dudziarze.pl dzięki uprzejmości Instytutu Muzyki i Tańca.

 

X