Zbigniew Wałach: dźwięk na skrzypce – gajdy. Od źródeł do ujścia.

Istebna (Beskid Śląski)

 

Ewa Cudzich | 2018

Rodzimy się z talentami, które pomnażamy i rozwijamy. Uczymy się je rozpoznawać poprzez doświadczanie otoczenia, odnajdujemy w sobie to, co umiemy najlepiej i w czym możemy stawać się specjalistami. W dużej mierze dom rodzinny, najbliższe środowisko wskazuje nam kierunek twórczego rozwoju. Przez obserwację definiujemy własne kroki. Źródeł inspiracji, postaw twórczych i odtwórczych należy poszukiwać u korzeni.

Portret rodzinny

Chcąc stworzyć słowny portret Zbigniewa Wałacha, nie da się ominąć wątku rodzinnego, do którego on sam niejednokrotnie się odwołuje, mówiąc o wyborze życiowej drogi, odkrywaniu po latach tego, jak w nim samym wzrastała świadomość mocy tradycji.

A więc wchodzimy w świat malowniczej Istebnej z jej przysiółkiem Andziołówką, który to pradziadek Zbigniewa Paweł wybrał na rodzinne gniazdo, nie przewidując jeszcze, jak wielki wkład w beskidzką tradycję wniosą jego potomkowie. To dziadek Jan Wałach, artysta malarz, będzie pierwszym nauczycielem wrażliwości na barwę, dźwięk, naturę, ale też nauczycielem wyjątkowego poczucia ważności miejsca, w którym się wyrasta. On sam po studiach na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i École des Beaux-Arts w Paryżu wraca do Istebnej, by stworzyć malowaną kronikę Beskidu Śląskiego. Zbigniew Wałach podkreśla, że „pierwszym poważnym autorytetem muzycznym był dziadek, a także ojciec, stryj (Jan Wałach, Franciszek Wałach, Antoni Michałek) – taka pierwsza trójca. Dom rodzinny zawsze wypełniała muzyka, a okazjami do wspólnego grania i śpiewania były rodzinne spotkania oraz święta”. Jak twierdzi, niezwykle istotny jest fakt uświadomienia sobie korzeni własnej kultury, przywiązania do zachowania ciągłości tradycji, obyczajów i obrzędów beskidzkich górali, do muzyki i historii swego regionu.

Od niego samego dowiaduję się więcej o szczenięcych latach, które obecnie poddaje analizie i które są częścią wyznawanej przez niego filozofii.

Wychowałem się w domu tradycyjnym, z wielkim szacunkiem do moich przodków, przede wszystkim w osobie dziadka Jana, a także do jego przyjaciół: Jana Kawuloka, Jerzego Probosza. Byli to ludzie, którzy mieli duży wpływ na rozwój tej kultury, na kontynuację pokoleniową. Sam jako dziecko pamiętam wielu z dawnej epoki. Poprzez to, że miałem okazję ich znać, wychować się w tym środowisku, poznać tradycję i poczuć się u siebie, mam do dziś wielki szacunek do tradycji, kultury, przede wszystkim do tego miejsca, w którym się urodziłem, do tych samych groni, potoków, pór roku… Przez muzykę, instrumenty pasterskie mogę bardziej wprowadzić się w klimat miniony i odczuć swoich przodków. To dowód na to, że jestem mocno związany z tym miejscem i z tą kulturą.

Pierwszy kontakt z instrumentami odbył się właśnie na kolanach dziadka Jana, pośród wujków, którzy pasjonowali się historią, tradycją, grali na skrzypcach, piszczałkach, a przede wszystkim na gajdach. Pierwsze kroki gry na skrzypcach Zbigniew Wałach stawiał w domu. Wyróżnił trzy etapy procesu uczenia się gry na skrzypcach, a także na innych instrumentach.

„Pierwszy etap to zetknięcie się z muzyką dziadka, ojca i stryja. W wieku około pięciu lat. Wówczas miałem już swoje pierwsze skrzypce i próbowałem grać na instrumentach pod kierunkiem dziadka. Kolejny etap to czternaście, piętnaście lat – wtedy modne było granie na gitarze.Powtórnie wróciłem do skrzypiec w wieku osiemnastu, dziewiętnastu lat”.

Przygoda z muzyką przeplatała się z narciarstwem biegowym, a właściwie została zepchnięta na drugi plan, po to, by po kilku latach wrócić ze zdwojoną siłą. Wtedy to Wałach trafił do Wojskowego Klubu Sportowego „Legia” w Zakopanem. To tutaj poznał osobistości życia muzycznego i lutniczego Podhala, m.in. Franciszka Mardułę, Jana Karpiela-Bułeckę, Henryka i Andrzeja Krzeptowskich. Na Podhalu formowały się przyszłe wybory życiowe, w tym muzyczne, zainteresowanie budownictwem instrumentów ludowych.

W Krakowie pan Zbigniew zetknął się z niezwykłą postacią, jaką był skrzypek pochodzenia romskiego Stefan Dymiter, zwany Cororo, którego niejednokrotnie przywołuje przy okazji wspomnień swych autorytetów muzycznych. 

Był to mój najpoważniejszy mistrz, który przekonał mnie o wyborze drogi życiowej.

Ów zachwyt nad mistrzem i dążność do konsekwentnej pracy nad swoim warsztatem zdaje się być rezultatem wewnętrznych potrzeb estetycznych, które z kolei umożliwiają ciągły rozwój talentu.

Od lat 80. będzie już na stałe związany z życiem muzycznym Beskidzkiej Trójwsi, a to za sprawą Zespołu Regionalnego „Koniaków” w Koniakowie pod kierownictwem Leszka Gwarka i Zuzanny Kawulok oraz pracy na stanowisku instruktora muzycznego. Pierwsi jego uczniowie będą również tancerzami zespołu regionalnego, a po kilkunastu latach podejmą indywidualne wyzwania jako nauczyciele i bezpośredni kontynuatorzy muzycznych tradycji.

Tradycja – kotwica tożsamości

Zbigniew Wałach konieczność kontynuowania tradycyjnego repertuaru i płynnego jego przekazu tłumaczy „wypierającą wszystko komercją”. Jak zauważa:

Mimo pewnego renesansu i dużego zainteresowania muzyką ludową nie ćwiczy się już repertuaru skansenowego (…). Ciężko odtworzyć czas przeszły (…). Dzisiaj powstaje nowa kategoria muzykanctwa i muzykowania.

Zatem tradycyjny przekaz ma jeszcze szanse przetrwania kolejnych dziesiątek lat. Sposób przeżywania tej dawnej tradycji uległ jednakże nieuchronnym zmianom. W umysłowości górali jest ona ciągle żywa. Wielu z utęsknieniem wspomina tamten czas.

Życie muzyki zawsze kręciło się wokół indywidualności wybitnej, którą później naśladowano.

Z czasem sam stał się takim indywiduum i autorytetem muzycznym. To, co jeszcze kilka lat temu pojawiało się w opisach tradycyjnego przekazu gry, współcześnie uległo znaczącym zmianom. Tak niegdyś powszechne samouctwo, jeśli nie zaniknęło w ogóle, stało się rzeczą nadzwyczajnie rzadką.

Dzisiaj dzieci uczą się gry i muzykowania na zajęciach folklorystycznych (…). Chociaż wielu młodych ludzi zna repertuar swoich dziadków, nie można już mówić o masowości wykonywania tradycyjnej muzyki góralskiej.

 Nieliczną grupę osób stanowią ci, którzy zostali wyposażeni w dobry słuch i podejmują się nauki gry z płyt CD z tradycyjnym repertuarem; przy dzisiejszych możliwościach technicznych jest to ułatwione, aczkolwiek nierzadko powoduje przekształcenia melodii bądź zmianę charakteru danego repertuaru.

Zbigniew Wałach funkcjonuje nie tylko jako znany muzyk, ale również jako budowniczy instrumentów. Odtwarzając dawne instrumentarium góralskie, wyraża on swój szacunek do tradycji.

W rodzinnym domu były gajdy, pamiątka po dziadku. Był to jeden z pierwszych instrumentów, który został zbudowany przez Jana Kawuloka właśnie dla mojego dziadka. Za namową Czesława Węglarza, który już wcześniej zbudował instrument, postanowiłem też spróbować. Starałem się wiernie go zrobić, odtworzyć. Potem, jak się okazało, że ten instrument mi zagrał, że się z tym instrumentem pokazałem, to pojawili się moi przyjaciele, znajomi, Józek Kawulok też chciał mieć gajdy, i pojawiali się następni.

Budowa instrumentu jest czynnością indywidualną i nie wymaga udziału innych. Stąd też wszystkie instrumenty, które wychodzą spod ręki Wałacha, wykonuje on w całości sam. Jak twierdzi, sprawny budowniczy jest w stanie sam wszystko zrobić od podstaw. Przy czym skrzypce są dla niego najwyższą formą sztuki; chce tworzyć tylko takie, które będą się charakteryzowały wyjątkowymi walorami estetycznymi i dźwiękowymi. Te wykonywane przez niego to nieliczne egzemplarze; powstanie każdego kolejnego instrumentu wymaga czasu.

Zbigniew Wałach buduje piszczałki, skrzypce, okaryny, ale przede wszystkim gajdy. Jest w nich prawdziwym mistrzem – studiuje stare drzeworyty, ilustracje, dawne instrumenty, odtwarza każdy element z niesamowitą precyzją i dbałością o szczegóły. Obecnie jest jedynym budowniczym tego instrumentu w Polsce. W 2013 i 2016 roku jako stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zorganizował warsztaty budownictwa instrumentów, przede wszystkim gajd śląskich, ale tez tradycyjnych góralskich piszczałek. Młodzi adepci mieli szansę pod okiem mistrza nie tylko własnoręcznie stworzyć te instrumenty, ale także nauczyć się na nich grać.

Ja, Wałach – my, Wałasi

Jak zauważa Józef Burszta: „Pojedynczy muzykant (…) nie ma możliwości ani muzycznego wyrażenia się, ani szans na sukces społeczny. Te uzyskuje dopiero w kapeli”. Osoba Zbigniewa Wałacha to przede wszystkim jego kapela Wałasi, której jest liderem i założycielem, a której początki sięgają 1985 roku. Przez kilkanaście lat skład kapeli ulegał zmianom, zespół borykał się z wieloma trudnościami. Do końca jednak zachował swą odrębność i unikalność, skutecznie broniąc się przed destruktywnym wpływem zjawiska, jakim jest komercjalizacja. Muzycy brali udział w licznych festiwalach, konkursach i przeglądach. W 1995 roku w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą kapela zdobyła Złotą Basztę przyznawaną podczas Festiwalu Śpiewaków i Kapel Ludowych. Działalność kapeli i indywidualne osiągnięcia Zbigniewa Wałacha były wielokrotnie doceniane na festiwalach w kraju i za granicą. Muzyk podkreśla: „Jedną z ważniejszych dla mnie nagród było zdobycie Złotych Serc Żywieckich jako muzyk i instrumentalista kapeli.” Udział w tym i wielu innych konkursach folklorystycznych, jak twierdzi pan Zbigniew, nie był priorytetem w rozwijaniu pasji muzycznych, „wydarzał się gdzieś po drodze, był wartością dodaną naszej działalności”. Artysta nadal aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym swojej miejscowości, przyczyniając się do wzrostu zainteresowania kulturą muzyczną i lokalną tradycją.

Wałasi – pierwszy skład / Józef Kawulok, Jacek Kotarba,
Zbigniew Michałek, Jan Kaczmarzyk i Zbigniew Wałach
prywatne archiwum Zbigniewa Wałacha

Jak zauważa Józef Burszta: „Pojedynczy muzykant (…) nie ma możliwości ani muzycznego wyrażenia się, ani szans na sukces społeczny. Te uzyskuje dopiero w kapeli”. Osoba Zbigniewa Wałacha to przede wszystkim jego kapela Wałasi, której jest liderem i założycielem, a której początki sięgają 1985 roku. Przez kilkanaście lat skład kapeli ulegał zmianom, zespół borykał się z wieloma trudnościami. Do końca jednak zachował swą odrębność i unikalność, skutecznie broniąc się przed destruktywnym wpływem zjawiska, jakim jest komercjalizacja. Muzycy brali udział w licznych festiwalach, konkursach i przeglądach. W 1995 roku w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą kapela zdobyła Złotą Basztę przyznawaną podczas Festiwalu Śpiewaków i Kapel Ludowych. Działalność kapeli i indywidualne osiągnięcia Zbigniewa Wałacha były wielokrotnie doceniane na festiwalach w kraju i za granicą. Muzyk podkreśla:

Jedną z ważniejszych dla mnie nagród było zdobycie Złotych Serc Żywieckich jako muzyk i instrumentalista kapeli”. Udział w tym i wielu innych konkursach folklorystycznych, jak twierdzi pan Zbigniew, nie był priorytetem w rozwijaniu pasji muzycznych, „wydarzał się gdzieś po drodze, był wartością dodaną naszej działalności.

Artysta nadal aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym swojej miejscowości, przyczyniając się do wzrostu zainteresowania kulturą muzyczną i lokalną tradycją.

Zbigniew Wałach podejmuje współpracę z wieloma muzykami, tworząc wspólne projekty muzyczne m.in. z Józefem Skrzekiem, Piotrem Baronem, Piotrem Wyleżołem czy Joachimem Menclem. Na koncie zespołu znajduje się kilkanaście płyt, a te z muzyką tradycyjną weszły do kanonu wzorcowych dla beskidzkiej muzyki.

Działalność pana Zbigniewa skupia się nie tylko na graniu autentycznej muzyki karpackiej, ale także wychodzi dalej, ku tworzeniu własnej muzyki, która przez niego samego określana jest jako efekt zachwytu nad pięknem natury. Można ją określić jako pejzaż dźwiękowy, w którym słychać elementy pochodzące z karpackiego folkloru. Muzyka przestrzeni to także brzmienie tradycyjnych instrumentów, takich jak fujarki czy gajdy śląskie.

Droga do stworzenia własnej wypowiedzi jest efektem dojrzewania, poszukiwania. Momentem przełomowym w twórczości stało się spotkanie z Józefem Skrzekiem.

Gdy zdecydowaliśmy, że będziemy tworzyć jakieś wspólne wymiary muzyczne, to sam zaczynałem komponować i brać z moich nastrojów i przemyśleń, w których się aktualnie znalazłem. Komponowałem pod wpływem uroku miejsc. Musiały być to miejsca i odczucia, które poruszały i prowokowały do utrwalenia muzyki.

 Zatem zachwyt nad naturą, duża wrażliwość estetyczna staje się motorem do tworzenia własnej wizji świata, która u Zbigniewa Wałacha sięga do korzeni muzyki tradycyjnej.

Katarzyna Broda-Firla / Zbigniew Wałach - Hej, rozwidnia sie niebo

Z muzyką przez życie

Znajomość własnych tradycji kulturowych staje się punktem wyjściowym w twórczości. Ten zbiór zasad, form estetycznych i wszelkich prawideł pozwala na tworzenie nowych wartości, ale z szacunkiem do poprzednich pokoleń. Kanony tradycji jako zbioru cennego dziedzictwa nie wykluczają wprowadzania nowych form, choć powstają one współcześnie w odmiennych realiach niż te, które panowały na przykład pięćdziesiąt lat temu. Tak też można patrzeć na działania Wałacha, który – w poszanowaniu tradycji i pokoleń muzyków i nie tylko – przekazuje dziedzictwo muzyczne. Bycie muzykiem to wrażliwość na piękno, która jest rezultatem posiadania pewnych predyspozycji estetycznych kształtujących się w człowieku. Umiejętne ich wykorzystanie ma swoje odbicie w działaniach twórczych.

Pan Zbigniew jest organizatorem i pomysłodawcą wielu spotkań kulturalnych w swoim regionie, które na stałe weszły do kalendarza wydarzeń Beskidu Śląskiego. Jednym z ciekawszych są Spotkania Gajdoszy i Dudziarzy. Ich cel to popularyzacja tradycji muzykowania na archaicznych instrumentach, przede wszystkim dudach i gajdach. Kolejnym wydarzeniem są Zaduszki Istebniańskie, których misją jest wspominanie postaci ważnych i zasłużonych dla lokalnej społeczności.

Jak zauważa prof. Zbigniew J. Przerembski, wybitny etnomuzykolog: „Zbigniew Wałach jest jednym z najbardziej zasłużonych regionalistów, dzięki któremu młodzi grają dzisiaj muzykę własnej ziemi oraz powracają do swych korzeni i tradycji”. Właśnie osoba Wałacha stała się pomostem pomiędzy odchodzącym pokoleniem a tym, które dopiero zaczyna odkrywać tradycję, przede wszystkim tę muzyczną. Poza nauką gry na instrumentach równocześnie wpaja młodym tradycje rodzime, będące najważniejszym elementem przywiązania do rodzinnego gniazda.

tekst: Ewa Cudzich

zdjęcie nagłówkowe: Danuta Naugolnyk

nagrania: zostały zrealizowane podczas Festiwalu „Wszystkie Mazurki Świata” w Warszawie

X