Dudy uczą pokory

opowieść Tomasza Kicińskiego spisał Piotr Baczewski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dudy wpadły mi w oko już w dzieciństwie. Bukówiec Górny, skąd pochodzę, ma dość długie tradycje dudziarskie. W mojej rodzinie na dudach nikt nie grał, ale mój dziadek miał skrzypki. Grał na nich dla przyjemności. Dobrze śpiewał. Wszystkich przyśpiewek osłuchałem się jako dziecko siedząc na jego kolanach. Tańczył w lokalnym zespole folklorystycznym. Podziwiam to. Mając 14-hektarowe gospodarstwo, pracując końmi, mając szóstkę dzieci, znajdował czas na to by tańczyć. Dzisiaj ludzie mają kombajny i nikt nie ma na to czasu. Dziadek nie doczekał ani mojej komunii, więc także i mojej gry na dudach. Na pewno by się cieszył, że nauczyłem się na nich grać. Pewnego dnia syn dziadka, brat mojej matki, przyniósł do naszego domu dudy. Myślę, że to dzięki niemu, zaczęła się moja przygoda z tym instrumentem.

Gry na dudach zacząłem uczyć się od Edwarda Ignysia. Po pierwszych zajęciach przyszedłem do domu i się pobeczałem. Mieliśmy tylko dwie pary dud i nas trzech chętnych do nauki. Dla mnie zabrakło instrumentu. Moja mama powiedziała: „Nie martw się, poczekaj chwilę”. Rzeczywiście, po tygodniu-dwóch, ktoś tam zrezygnował i miałem już dudy do nauki. Najgorzej było z utrzymaniem ciśnienia. Z czasem, stopniowo, stopniowo moja technika rosła.

Gdy już byłem ograny z dudami dostałem na urodziny od babci i dziadka skrzypce. Na początku gra na nich była dla mnie czarną magią. Prędzej umiałem je nastroić niż na nich zagrać. Pierwszy utwór potrafiłem zagrać tylko jednym palcem. Nie pasowało mi to, więc podpatrywałem uważnie starszych skrzypków. Skrzypce drzemały we mnie.

Jako dziesięciolatek grałem już z kolegą do tańca, bo w zespole nie miał kto grać. Myślę, że to sporo mi dało. Jest wiele kapel, które grają tylko na scenie. Im bardzo trudno jest zagrać dobrze do tańca.

Dawniej u nas nikt nie płacił kapeli za wesele, tylko każdy z tancerzy zamawiał sobie taniec u muzyków. Jak zobaczyli, że ktoś za mało wrzucił do rogu (kończącego przebierkę w dudach, przyp. red.), to choćby ten był najwytrawniejszym tancerzem, zagrali mu tak jak zapłacił. Ktoś inny miał trochę pieniędzy, rzucił więcej. Choć nie umiał tańczyć, to tak mu zagrali, że jakoś mu to tańcowanie wyszło.

Kiedyś moja koleżanka poprosiła mnie o to bym nauczył kogoś grać na dudach. Nie miałem doświadczenia pedagogicznego, ale okazało się, ze jeden z zainteresowanych dudami to mój dalszy kuzynem. Pomyślałem, spróbować można. Przyprowadził ze sobą jeszcze kolegę. Ponieważ obaj byli kumaci, nie musiałem w te lekcje wkładać zbyt dużego wysiłku. Zrobili mi taką reklamę, ze potem zacząłem uczyć pół Wielkopolski. Teraz może nie uczę w wielu miejscach , ale w Bukówcu Górnym mam ciągle szkółkę dudziarską.

Z dudami zawsze był kłopot. Bywają bardzo niewdzięczne. Dudziarz Edward Ignyś robił je z tego co miał. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w sklepach nie było praktycznie nic. Skóry nie były łatwo dostępne. Zastępował je skajem. Gdzieś tam dostał kanę butaprenu i przez 10 lat kleił tym samym klejem. W dudach zrobionych przez Ignysia zawsze mi się coś urwało, czy się rozkleiło. To mnie zeźliło. Na dodatek nauczając gry na dudach musiałem nauczyć się robić np. stroiki. Nie szlo tego nigdzie kupić. Dlatego sam zabrałem się za ich budowę. Nie uczyłem się tego nigdzie. Zawsze miałem smykałkę do rzeźbienia i do wszystkich takich artystycznych rzeczy. Zmajstrowałem własnej roboty tokarkę i udało mi się zrobić moje pierwsze dudy. Zrobiłem ich do dziś ponad 40. Każde kolejne robię lepsze od poprzednich. Gdzieś coś podpatrzę, coś ulepszę. Starsze pokolenie dudziarzy nie zdradzało innym swoich sekretów i niestety zabrało je do grobu. To było niezdrowe, ale tak było.

Młodzi, którzy uczą się w mojej szkółce, chcą mieć własne dudy. U mnie mają je za pół ceny, więc kończąc naukę większość z nich ma swój instrument. Ponieważ w niego zainwestowali, mają motywację by na nim grać. To się sprawdza. To działa.

Dudy ujarzmiają człowieka. Uczą pokory. Żeby na nich grać trzeba mieć dużo cierpliwości i samozaparcia.

Tekst | film | zdjęcie nagłówkowe: Piotr Baczewski

Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuje: Michałowi Pietrusiewiczowi, Pawłowi Nowickiemu oraz Fundacji „Wszystkie Mazurki Świata.